środa, 24 czerwca 2015

Olej lniany - jak wybrać odpowiedni? Jak włączyć go do diety?


Jutro mam ostatni egzamin w sesji! Jako że nauka zupełnie mi już obrzydła, postanowiłam zrobić sobie przerwę i napisać post o oleju lnianym, do którego przymierzałam się już od jakiegoś czasu :) 

Olej lniany ma doskonały stosunek kwasów tłuszczowych omega-6 do omega-3 równy 0,3 (jaki stosunek jest zalecany w diecie i jak wygląda on w innych olejach możecie zobaczyć w poście Jak wybrać dobry olej spożywczy?). Dzięki temu, jest pożądanym składnikiem menu, zwłaszcza u osób stroniących od tłustych ryb morskich (takich jak łosoś, śledź, makrela, sardynki). Spożywanie odpowiednich ilości kwasów omega-3 przyczynia się m.in. do redukcji stanu zapalnego w organizmie i poprawy gospodarki lipidowej, jest częścią profilaktyki przeciwmiażdżycowej i przeciwnowotworowej.




Jak wybrać dobry olej lniany?
Niestety, nie każdy olej lniany ma super właściwości. Aby cieszyć się wartościowym produktem z wysoką zawartością kwasu alfa-linolenowego (omega-3), przy zakupie trzeba zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów.
  • Sposób przechowywania - oleje lniane przechowywane w temperaturze pokojowej nie są warte uwagi, ponieważ zawierają niewiele wrażliwych na ciepło kwasów omega-3. Aby odnieść korzyści z suplementacji, należy kupować olej, który już w sklepie/aptece sprzedawany jest z lodówki. Produkty, które trzeba w niej umieścić dopiero po otwarciu butelki także nie są najlepszym wyborem.




  • Olej musi być tłoczony na zimno.


  • Na opakowaniu musi być zaznaczone, że jest to olej wysokolinolenowy.


  • Istotna jest data przydatności do spożycia. Wartościowy olej lniany traci właściwości po trzech miesiącach od zabutelkowania. Po otwarciu najlepiej go spożyć do ok. 4 tygodni.

Jak włączyć olej lniany do diety?
Najważniejszą sprawą, o której bezwzględnie trzeba pamiętać jest to, że oleju lnianego nie stosujemy do obróbki termicznej pokarmu (smażenia, gotowania, pieczenia itd.). Dodajemy go na talerzu, po przygotowaniu ciepłych posiłków albo do dań na zimno. Oto kilka pomysłów na "przemycenie" oleju lnianego w codziennej diecie - można go użyć do:
  • zupy
  • polania ziemniaków, ryżu, kaszy
  • polania gotowanych warzyw
  • sosów sałatkowych
  • koktajlu
  • owsianki
  • pasty z twarogu
  • pasty z czerwonej fasoli
Olej ma charakterystyczny smak, który nie każdemu przypadnie do gustu. Mi on nie przeszkadza, uważam wręcz, że idealnie komponuje się z sałatkami na bazie rukoli albo świeżego szpinaku :) W koktajlu albo paście twarogowej z cynamonem posmak ginie prawie zupełnie.

Kwasy tłuszczowe omega-3 bardzo pozytywnie działają na organizm, o ich zbawiennym wpływie wspomina się niemal przy każdej chorobie. Dlatego, jeśli z różnych powodów nie jecie wystarczającej ilości tłustych ryb morskich, koniecznie rozważcie zakup oleju lnianego :)


Pozdrawiam


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Aktualizacja włosów - czerwiec


Po opublikowaniu ostatniej aktualizacji włosów postanowiłam, że posty tego typu będą pojawiać się na blogu w miarę regularnie - tak jak kiedyś :) Nic tak nie pomaga w ocenie przyrostu i stanu fryzury, jak porównanie zdjęć z różnych okresów. Zarówno pozytywne, jak i negatywne spostrzeżenia mogą być przydatne do planowania dalszej pielęgnacji.

Wczoraj udało mi się skorzystać z pięknej pogody i zrobić zdjęcia włosów w idealnym, dziennym świetle :) Oto, jak się prezentowały:





A tak moje loki zmieniały się na przestrzeni lat - każde zdjęcie jest z czerwca :)




Widać progres, jestem zadowolona szczególnie z przyrostu :) Obecna długość włosów już mi odpowiada, ale próbuję zapuszczać dalej :)


Pozdrawiam


niedziela, 14 czerwca 2015

Domowe radlery z ksylitolem - w sam raz na lato


W zeszły poniedziałek rozpoczęłam miesięczne wyzwanie - postanowiłam całkowicie wyeliminować z diety produkty z syropem glukozowo-fruktozowym. Asortyment "gotowców", które mogę teraz kupować, znacznie się zawęził. W gronie zakazanych produktów znalazły się także wszelkie sklepowe radlery - próżno szukać takich słodzonych samym cukrem (chyba że coś mi umknęło?). Poza tym, nawet kiedy nie unikałam aż tak syropu, większość smakowych piw czy miksów z lemoniadą była dla mnie zdecydowanie za słodka. Pomyślałam, że samodzielne stworzenie czegoś podobnego w zdrowszej wersji w sumie nie będzie trudne. Spróbowałam i efekt jak najbardziej przypadł mi do gustu, więc dzielę się z Wami super prostym przepisem, idealnym na spotkania w upalne dni :)




Składniki (na 4 porcje):
  • 500 ml schłodzonego, jasnego piwa
  • 500 ml schłodzonej wody gazowanej
  • 1/2 cytryny
  • 2 łyżki ksylitolu



Przygotowanie:
  • Zrób lemoniadę: do dzbanka wyciśnij cytrynę, dodaj ksylitol i wodę, dokładnie wymieszaj.
  • Przygotuj radlery: do kieliszków/szklanek wlej piwo i lemoniadę w proporcji 1:1, zamieszaj.
  • Gotowe :)

Jeśli lubicie, możecie dodać więcej cytryny. Ja nie przepadam za zbyt kwaśnymi napojami, więc ilość z przepisu jest dla mnie idealna - napój ma delikatny smak, ale nie jest mdły ;)

W najbliższym czasie zamierzam napisać trochę więcej o tym, skąd wziął się pomysł, żeby odrzucić syrop glukozowo-fruktozowy i jakie to postanowienie stwarza problemy w codziennym życiu. Np. nie ma szans kupić w sklepie loda bez tego składnika. Przykra sprawa...


Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli :)




środa, 10 czerwca 2015

W 100% roślinne kotleciki z czerwonej fasoli z kaszą gryczaną i letnią surówką


Nie wyobrażam sobie życia bez mięsa. Ma stałe miejsce w moim menu. Mimo to, od czasu do czasu mam ochotę na jakąś odmianę. Bardzo lubię roślinne kotleciki, ale dopiero pierwszy raz przygotowałam je samodzielnie (wcześniej zdarzało mi się jadać je w wegetariańskich barach). Jako bazę wybrałam czerwoną fasolę. Przyznaję, że usmażenie czegoś, co nie rozpada się już na patelni, wcale nie jest łatwe. Kotlety przygotowywałam w dwóch turach, przez dwa kolejne dni. Dopiero kilka modyfikacji przepisu znalezionego w internecie sprawiło, że udało mi się osiągnąć satysfakcjonujący efekt. Jeśli nie macie pomysłu na obiad, marzy Wam się coś innego niż zwykle i nie chcecie wydawać dużo pieniędzy - poniższy przepis jest dla Was idealny :)




Składniki (na 2 porcje po ok. 2 kotlety):
  • kotlety
    • puszka czerwonej fasoli
    • 1 natka pietruszki
    • 1 czerwona cebula
    • 1 łyżka mąki kukurydzianej
    • 2 łyżki mąki pszennej (+ mąka do obtoczenia kotlecików)
    • 1 łyżka zmielonego siemienia lnianego
    • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
    • przyprawy: sól, pieprz, papryka słodka mielona, curry, czosnek niedźwiedzi
    • olej rzepakowy do smażenia
  • kasza
    • 1 szklanka kaszy gryczanej
    • 2 szklanki wody
  • surówka
    • 2 pomidory
    • 1/2 świeżego ogórka szklarniowego
    • 2 ogórki konserwowe
    • 2 plastry czerwonej cebuli
    • 2 łyżki jogurtu greckiego light
    • sól, pieprz

Przygotowanie:
  • Cebulę pokrój w kostkę i podsmaż ze szczyptą soli na odrobinie oleju.
  • W międzyczasie odsącz fasolę z zalewy i opłucz ją dokładnie w zimnej wodzie. Wrzuć do pojemnika blendera (albo do innego naczynia w którym będziesz przygotowywać masę).
  • Pokrój natkę pietruszki i dodaj do fasoli. Wstępnie zblenduj.
  • Do masy dodaj pozostałe składniki na kotlety: podsmażoną cebulę, koncentrat pomidorowy, oba rodzaje mąki, siemię lniane i przyprawy. Rozdrobnij blenderem na gładko.
  • Jeśli masz taką możliwość, odstaw masę na jakiś czas, najlepiej do lodówki. U mnie po nocy spędzonej w chłodzie była bardziej zbita i świetnie się lepiła. Nie wiem, jak będzie się zachowywać smażona od razu, bo pierwszego dnia nie użyłam kilku składników i wszystko rozwalało mi się na patelni.
  • Uformuj w dłoniach kotlety dowolnej wielkości. Ja zdecydowałam się na spore, wyszły mi 4. Stworzyłam z nich dwie porcje.
  • Obtocz kotlety w mące.
  • Smaż na niewielkiej ilości rozgrzanego oleju, po ok. 2-3 minuty z każdej strony, aż kotleciki się zarumienią. Uważaj przy przewracaniu - będą delikatne i mogą się rozpadać!
  • Kaszę wrzuć do osolonego wrzątku, gotuj do momentu wchłonięcia całej wody.
  • Przygotuj surówkę: pokrój warzywa w kostkę, dodaj jogurt i przypraw do smaku.
  • Obiad jest już gotowy. Smacznego :)

1 porcja (2 kotlety + kasza + surówka) dostarcza około:
  • 539 kcal
  • 23,7 g białka
  • 89,7 g węglowodanów
  • 16 g tłuszczu
  • 14,9 g błonnika




Dzisiejsza propozycja to na pewno zdrowsza opcja, niż burger z ostatniego posta ;) Oprócz walorów smakowych, niesie ze sobą szereg wartości odżywczych. Warto zwrócić uwagę chociażby na zawartość błonnika - taki posiłek zapewnia aż 75% minimalnej zalecanej dawki na dzień (czyli 20 g). Jeśli chcecie poczytać więcej o tym składniku diety, odsyłam do posta Czy wiesz po co nam błonnik?.

Dajcie znać, czy robiłyście kiedyś roślinne kotleciki :) Jeśli tak, to jakie są Wasze sposoby, żeby utrzymać ich ładny kształt podczas smażenia?

Pozdrawiam


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Domowe chicken burgery - niezbyt dietetyczne, ale jakie pyszne!



Nawet dietetyk musi czasem zjeść porządnego burgera. Nie ma sensu z tym walczyć, ale można podejść do sprawy z głową i zamiast lecieć do fast-fooda, własnoręcznie przygotować wymarzoną bułę. Nie zrozumcie mnie źle - mam raczej luźne podejście do diety. Na co dzień staram się zdrowo odżywiać, ale nie stawiam sobie żelaznych zakazów. Od czasu do czasu bywam w popularnej sieci "restauracji" na M. i nie widzę w tym nic gorszącego - dopóki oczywiście jest zachowany pewien umiar ;))

W dzisiejszym poście pokażę Wam przepis na idealne burgery, które co kilka tygodni przygotowujemy z moim Ł. Ostatnio były z kurczakiem, stąd tytuł posta, ale można dowolnie dobierać "wkład". Równie dobrze smakują z wołowiną, filetem z indyka czy kotlecikami z czerwonej fasoli.





Składniki (na 2 burgery):
  • 2 duże, zwykłe bułki
  • 1/2 sporego fileta z kurczaka
  • mąka pszenna, bułka tarta, jajko - do panierowania mięsa
  • olej rzepakowy do smażenia
  • 2 plastry sera żółtego (u nas gouda)
  • 4 plastry świeżego ogórka
  • 4 plastry ogórka konserwowego
  • 2 plastry czerwonej cebuli
  • 2 plastry pomidora
  • garść rukoli
  • na sos: po 2 łyżeczki musztardy, majonezu i ketchupu

Przygotowanie:
  • Połowę fileta z kurczaka podziel na dwie części, rozbij na niezbyt cienkie kotlety.
  • Panieruj mięso w kolejności: mąka, jajko, bułka tarta (jeśli chcesz odchudzić burgery, możesz pominąć ten etap!).
  • Usmaż kotlety na niewielkiej ilości oleju rzepakowego.
  • Bułki przekrój na pół. Na gorącej patelni z odrobiną rozgrzanego oleju podsmaż je od wewnętrznej strony (aż się zarumienią i staną się lekko chrupiące; uważaj, żeby ich nie zwęglić ;)).
  • Przygotuj sos: wymieszaj ze sobą majonez, musztardę i ketchup.
  • Zbuduj swoje burgery ;) Nasza ulubiona kolejność składników to: bułka, sos, rukola, mięso, ser, pomidor, ogórek świeży, ogórek konserwowy, cebula, sos, bułka.
  • Burger jest gotowy. Smacznego :))

1 burger dostarcza około:
  • 659 kcal
  • 29,9 g białka
  • 63 g węglowodanów
  • 33,4 g tłuszczu
  • 3,3 g błonnika

Jeśli lubicie typowe bułki do burgerów, to oczywiście możecie ich użyć. Ja i Ł. za nimi nie przepadamy, więc sięgamy po najzwyklejsze, duże bułki, które bez problemu można kupić w każdej piekarni i markecie.

Domowe burgery można jeść zarówno na ciepło, jak i na zimno. Idealnie nadają się na piknik! Z uwagi na ich kaloryczność, nie należy ich traktować jak przekąski - to naprawdę porządny obiad ;)



Piknik <3



Jak spędziłyście długi weekend? Ja zostałam w mieście, ale korzystałam z pogody - w piątek spacerowałam i wybrałam się na lody, sobotę spędziłam nad wodą, a niedzielę w parku. Mam nadzieję, że ładna pogoda szybko powróci. Uwielbiam lato i nie mogę się doczekać kolejnych słonecznych dni :)


Pozdrawiam


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...