czwartek, 28 sierpnia 2014

Dieta dla włosów - proste wskazówki


Post o diecie dla włosów wydaje mi się czymś niezwykle oklepanym. Był już chyba wszędzie i zawsze wygląda tak samo :) Dlatego zamiast sucho wymieniać witaminy, minerały i super-produkty, napiszę Wam ogólnie na co warto zwracać uwagę w codziennym jadłospisie, co można w nim dodatkowo uwzględnić, a czego unikać. Dla mnie właśnie tego typu "ściągi" są najlepsze i najłatwiejsze do wprowadzenia w życie :)




Muszę przyznać, że staram się dobrze odżywiać nie tyle ze względu na stan włosów, co całego organizmu. Lepsza dieta to dobre samopoczucie, mniej irytujących dolegliwości, więcej energii. Lśniące, długie włosy i mocne paznokcie to jedynie "efekt uboczny" :) (więcej o mojej diecie pisałam pod koniec lutego - tu).

Przede wszystkim, dbam o różnorodność. Kilka, nawet najzdrowszych, produktów jedzonych na okrągło nie zapewni nam wszystkich niezbędnych witamin i minerałów. Na moim talerzu lądują: kasze, owoce (świeże i suszone), warzywa, płatki zbożowe, ciemne pieczywo, orzechy, pestki słonecznika, zdrowe oleje (lniany, rzepakowy), mięso, sery żółte, jogurty, "mleko" roślinne, gorzka czekolada... Staram się wybierać produkty jak najlepszej jakości, zawsze czytam skład. 

Nie jestem zwolenniczką restrykcyjnych diet. Nie wyobrażam sobie "głodowania". W podejściu do odżywiania najważniejszy jest dla mnie luz. To właśnie on, paradoksalnie, chroni mnie przed wielkimi, żywieniowymi grzechami ;) W moim menu jest też miejsce na słodycze, chipsy, frytki itp., ale nie stanowią one zastępstwa zdrowych produktów. Ilości, które zjadam są też znacznie mniejsze, niż kiedyś :) Dlaczego omijanie przetworzonych przekąsek jest ważne? Są pełne soli, cukru, białej mąki, przez co ich strawienie jest dla organizmu niemałym wyzwaniem. Nie dość, że same nie wnoszą żadnych wartości odżywczych, to jeszcze "zabierają" nam witaminy i minerały. Można się domyślić, że przy dłuższej diecie opartej na tego typu produktach, włosy i paznokcie nie będą się dobrze prezentować.

Jeśli takie intuicyjne podejście do włosowej diety jest dla Was trudne do wprowadzenia w życie, to odsyłam do grafiki, którą wczoraj publikowałam na Facebooku ;)


Post użytkownika Hair & Food.


Zwracacie uwagę na to, czy dieta poprawi stan Waszych włosów? A może wolicie sięgać po gotowe suplementy?

Pozdrawiam



środa, 20 sierpnia 2014

Włosowe zakupy :)


Udało mi się rozprawić z szamponowymi zapasami, więc nadszedł czas na długo wyczekiwane zakupy :) Jak zwykle, zamówiłam dwa delikatne szampony i jeden "średni". Do koszyka dorzuciłam maskę, która zainteresowała mnie swoim ciekawym składem. Oto moje nowości:




1. Planeta Organica, Szampon Aleppo - ma w składzie Magnesium Laureth Sulfate, więc będzie mi służył głównie do zmywania olejów. Od niedawna zaznajamiam się z mydełkiem Aleppo, więc szampon z tym składnikiem naturalnie wzbudził moją ciekawość. Z tej serii PO miałam szampon fiński, był w porządku, więc mam nadzieję, że i Aleppo mnie nie zawiedzie :)

2. Planeta Organica Afryka, Maska z olejem makadamia - to dla mnie wielka niewiadoma, kupiłam z ciekawości :) Oprócz tytułowej makadamii (którą moje włosy czasem lubią, a czasem nie), w składzie znajdziemy mleczko kokosowe, orchideę i olej z orzecha brazylijskiego. Trzy ostatnie składniki to zupełna nowość dla moich loków, więc reakcja może być różna :)

3. Sylveco, Szampon pszeniczno-owsiany - miałam go kupić już dawno, ale jakoś nie było okazji :) Ostatnio dostałam jego próbki, zużyłam je i stwierdziłam, że czas zaopatrzyć się w pełnowymiarowy produkt. Zapowiada się dobrze.

4. Omia, Szampon z siemieniem lnianym - pójdzie na pierwszy ogień. Kosmetyki tej marki interesują mnie już od jakiegoś czasu. Postanowiłam, że zacznę się z nimi zapoznawać właśnie od lnianego szamponu. Skład jest bardzo zachęcający, oby działanie było do niego adekwatne :)


Kosmetyki zamawiałam w sklepie Lawendowa Szafa, który znów muszę pochwalić za ekspresową i dobrze zabezpieczoną przesyłkę :) Już trzeci raz pod rząd robię tam zakupy i za każdym razem jestem tak samo zadowolona.



Miałyście coś z powyższych produktów? Gdzie najczęściej robicie włosowe zakupy?

Pozdrawiam


wtorek, 19 sierpnia 2014

Nowość Tygodnia #5 | Surowa czekolada


Wszyscy kochamy czekoladę, choć w głębi duszy wiemy, że nie powinniśmy. Większość "sklepowych" słodyczy to mnóstwo cukru i chemicznych dodatków. Żeby trochę zagłuszyć wyrzuty sumienia, mówi się, że czekolada jest zdrowa, bo dostarcza nam magnezu i żelaza. Jak to często w życiu bywa, prawdziwość tego stwierdzenia zależy od sytuacji i konkretnego produktu :) Dzisiaj pokażę Wam czekoladę inną niż wszystkie - Cocoa, która została wykonana z ekologicznych, nieprażonych ziaren kakaowca. Do wyboru jest kilka jej rodzajów, ja zdecydowałam się na wersję "Cappuccino migdałowe z morwą". W Almie taka przyjemność kosztuje ok. 12 zł. Wrocławianie znajdą ją również w Feniksie - tam kosztuje 10 zł z groszami (o czym niestety dowiedziałam się już po dokonaniu zakupu).  




Właściwości
Surowa czekolada już na pierwszy rzut oka w znacznym stopniu różni się od tej tradycyjnej - lista jej składników jest krótka, konkretna i nie ma tam nic "podejrzanego" i niepotrzebnego. Obróbka w niższej temperaturze (maksymalnie 45 stopni Celsjusza) wpływa na zachowanie wysokiej wartości zdrowotnej produktu. Z głównych składników odżywczych producent wymienia antyoksydanty, potas, fosfor, magnez i żelazo. Jak ich zawartość ma się do zwykłej, gorzkiej czekolady porównuję w kolejnym akapicie. Tutaj chciałabym jeszcze wspomnieć o substancji słodzącej wykorzystywanej w produktach Cocoa. Cukier palmowy nie powoduje gwałtownych wahań stężenia glukozy we krwi - ma indeks glikemiczny równy 35. Dzięki temu, po surowej czekoladzie nie mamy nieodpartej ochoty na słodycze i nie stajemy się za chwilę głodni. Informacja o niskim IG produktu jest szczególnie ważna dla cukrzyków - oni także mogą się nim delektować :)





Wartość odżywcza




Porównanie wartości odżywczej surowej czekolady Cappuccino migdałowe z morwą i tradycyjnej czekolady gorzkiej:




Z tabeli wynika, że jedynie potas, żelazo i błonnik występują w surowej czekoladzie w znacząco większych ilościach, niż w zwykłej. Jest też więcej sodu, co można uznać za minus. Inne są proporcje między makroskładnikami - Cocoa ma mniej węglowodanów i więcej tłuszczu niż klasyczna czekolada gorzka. Nieco wyższa wartość energetyczna nie jest powodem do zmartwień, nawet dla osób, które mają tendencję do zjadania tabliczki w całości :) Surowa czekolada jest pakowana po 50 g, a więc waży połowę mniej, niż tabliczki znane nam ze sklepów.


Smak
Delikatny. Wyraźnie czuć nutę kawy, z migdałami i morwą niestety już jest gorzej :) Dodatki nie są zanurzone w czekoladzie, a stanowią integralną część masy - są w tak drobnej postaci, że ich nie widać ;)


Jak stosowałam surową czekoladę? Moje wrażenia
Hmmm, czekoladę stosowałam w sposób najbardziej dla niej odpowiedni, czyli po prostu zjadłam na pół z Ł. :p Smakowała nam, ale nie było jakiegoś wielkiego wow.


Werdykt
Z chęcią spróbuję innych produktów marki Cocoa (kuszą mnie szczególnie banany w surowej czekoladzie ;)), ale nie ma dla nich miejsca w moim codziennym menu. Raczej nie jest to produkt na studencką kieszeń, biorąc pod uwagę stosunek ceny do gramatury :) Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na małe szaleństwo, ale na co dzień pozostaję przy klasycznej gorzkiej czekoladzie (można znaleźć takie z niezłym składem w dobrej cenie :)).



Znacie surowe czekolady Cocoa? Wybieracie tradycyjne słodycze, czy staracie się znajdować dla nich zdrowsze odpowiedniki? :)

Pozdrawiam


niedziela, 17 sierpnia 2014

Jak pokochałam loki - Storm


Ta historia pojawia się ze znacznym opóźnieniem, za co przepraszam jej autorkę - obiecałam publikację już z miesiąc temu ;) Niestety, wygląda na to, że przed końcem wakacji nie uda mi się na 100% ruszyć z regularnym blogowaniem. Mam nadzieję, że przeczekacie jeszcze półtora miesiąca z rzadszymi postami - od października zanosi się na poprawę :) Studia, o dziwo, dają mi jednak więcej czasu dla siebie niż praca, nie wysysają też tyle energii... ;)) No nic, koniec marudzenia, czas na historię - poznajcie loki Storm :)


"Witajcie :)

Odkąd pamiętam, moje włosy mocno się kręciły. Jako dziecko nie zwracałam na nie uwagi, żyły własnym życiem. W gimnazjum rozpoczęłam swoją przygodę z prostownicą i innymi rzeczami, które niszczyły mi włosy. W przeciągu kilku lat udało mi się zaakceptować moje loki i teraz dbam o nie jak tylko mogę :) Pielęgnacja włosów to moja pasja, którą chciałabym dzielić się z innymi, dlatego założyłam w czerwcu bloga, na którego oczywiście zapraszam :) niesfornepokrecone.blogspot.com

Tutaj mam około 3 lat. Totalny baranek na głowie :)




W podstawówce włosy zazwyczaj nosiłam związane. Były długie, żyły własnym życiem, ja je tylko myłam jakimś prostym szamponem dla dzieci albo familijnym. Czasami nakładałam odżywki bez spłukiwania, bo bez nich rozczesywanie włosów było istną katorgą.




W gimnazjum zaczęłam interesować się swoimi włosami. Ścięłam je i wycieniowałam. Jeśli chodzi o pielęgnację, to opierała się ona tylko na myciu prostym szamponem. Czasami używałam pianki do włosów, bo usłyszałam od przyjaciółki, że wtedy loki będą ładniejsze.




Oczywiście przyszedł czas na przyjaźń z prostownicą. Nie robiłam tego codziennie, ale naprawdę często. Lubiłam nosić proste włosy.




Potem zaczęły się przygody z farbowaniem. W gimnazjum często kupowałam szamponetki. Miałam na głowie przeważnie czerwienie.




Idąc do liceum miałam swój naturalny kolor. Prostownicy używałam naprawdę często, a grzywka była prostowana codziennie, nawet kilka razy... Dodatkowo sama obcinałam sobie włosy i cieniowałam degażówkami (!!!). Uważałam wtedy, że nawet jeśli zetnę je krzywo, to nic nie będzie widać, bo przecież są kręcone…  Pewnego razu zrobiłam sobie fryzurę na ‘emo’. Wyprostowałam włosy i mocno je ścieniowałam przy twarzy. Dobrze, że nie mam z tamtego okresu zdjęć… Tu widać poszarpane końce.





Na głowie miałam wiele kolorów. Pewnego razu przyszedł czas na ciemny brąz. Wyszedł czarny, ale szybko się wypłukał. Włosy były już bardzo poniszczone, końce porozdwajane i przesuszone.





Później postanowiłam, że chcę mieć znów swój naturalny kolor i zakupiłam rudą farbę. Niestety wyszedł czerwony, a włosy coraz bardziej przypominały stóg siana…




Potem na głowie było jeszcze kilka czerwieni. Aż w końcu postanowiłam, że koniec z farbowaniem. Zapuszczałam naturalki. Przez 5 miesięcy chodziłam z odrostami, ale czułam się tak bardzo niekomfortowo…  Nieodpowiednia pielęgnacja, mycie włosów zdzierakami, od czasu do czasu silikonowe odżywki, kosmetyki, które miały w składzie prawie sam alkohol, szczotkowanie loków na sucho przed myciem, tarcie szorstkim ręcznikiem, sporadyczne prostowanie - włosy miały się bardzo źle. Gdy zobaczyłam to zdjęcie, to postanowiłam, że naprawdę muszę coś z nimi zrobić. Takie zniszczone w ogóle nie chciały się układać.




Pod koniec listopada 2013 roku ścięłam znaczną ilość włosów, zaczęłam bardziej o nie dbać. Na początku popełniałam naprawdę mnóstwo błędów, ale to na nich się uczyłam. Chłonęłam wiedzę z blogów i z wizażu. Włosy miały ze mną o wiele lepiej. Rozpoczęłam olejowanie, zakupiłam wiele odżywek i masek polecanych w blogosferze, przestałam je suszyć i prostować. Loki zaczęły mi się naprawdę podobać i nie traktowałam je jak burzę siana, tylko jak mój atut. W Internecie znalazłam wiele informacji o ich stylizacji, myciu odżywką i naprawdę prezentowały się coraz lepiej.

Tu na początku włosomaniactwa, czyli w grudniu 2013 roku.




Tutaj po myciu odżywką. Gdy zobaczyłam te loki, to byłam przeszczęśliwa :)




Skręt był coraz bardziej zdefiniowany. Zaczęłam doceniać swoje włosy i intensywnie o nie dbać. Rodzina często patrzyła na mnie jak na wariatkę gdy chodziłam z tymi wszystkimi specyfikami na głowie, ale ja postanowiłam, że dojdę do celu i będę miała swoje upragnione długie, zdrowe włosy :)




Tutaj po półrocznej pielęgnacji.




A to aktualne zdjęcie moich loków.




Moja aktualna pielęgnacja:
Myję włosy żelem Facelle, kiedyś był to Babydream.
Olejuję je olejem lnianym, łopianowym, rycynowym, ze słodkich migdałów i Babydream fur Mama.
Odżywki – Isana Locken Spulung, Garnier AiK (jak na razie najlepsza), odżywki b/s Joanny Naturii, obecnie z pokrzywą i zieloną herbatą.
Maski – Alterra Granat i Aloes, maski Ziai, Isana z olejkiem arganowym i kochane Biovaxy! Robię też domowe maski np. z jaja, z drożdży.
Zawsze zabezpieczam końce silikonowym serum bądź olejkiem. Wcieram wodę brzozową w skalp.
Eksperymentuję z różnymi kosmetykami, półproduktami.

Włosy czeszę grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami, używam bawełnianej koszulki do odsączania wody, nie prostuję (zdarza mi się to może raz na 3 miesiące), często noszę związane i ogólnie dbam jak tylko mogę! :)
Ostatnio też zaczęłam pić drożdże, ponieważ dążę do upragnionej długości, za zapięcie stanika, ale zdaję sobie sprawę, że najważniejsze jest ich zdrowie, dlatego regularnie podcinam końce (co 2-3 miesiące). Co 2 miesiące hennuję je henną Eld.

Po wielu przejściach moje włosy w końcu wyglądają dobrze. Nie są idealne, pamiętają jeszcze wszystkie farbowania i prostowanie, ale cały czas dążę do celu. Włosomaniactwo nauczyło mnie cierpliwości i systematyczności.  Zrozumiałam, że loki są naprawdę wyjątkowe i nie warto walczyć z naturą. Pomimo wielu kaprysów, zwątpień, uwielbiam swoje włosy i nie zamieniłabym ich na żadne inne :)
Zapraszam Was na mój blog niesfornepokrecone.blogspot.com, który niedawno założyłam :)
Pozdrawiam,
storm."


Dziękuję za historię i życzę powodzenia w dalszej pielęgnacji tych przepięknych loków :)

Ostatnio o swoich lokach opowiadała nam Justyna, a jakiś czas później jej historia pojawiła się również u Anwen - tutaj. Gratuluję! :))

Pozdrawiam


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Aktualizacja włosów - sierpień


Sierpień w pełni, a ja dopiero teraz znalazłam odpowiedni moment na zrobienie aktualnych zdjęć włosów ;) Lepiej późno, niż wcale, prawda? ;)

Zdjęcia z wczorajszego popołudnia (10.08.2014 r.):


na siedząco

na stojąco :p


Tak było miesiąc temu:




O tym, jak dbałam o włosy w lipcu, można było przeczytać w poście Wakacyjny minimalizm w pielęgnacji moich włosów :)


Pozdrawiam


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...