wtorek, 11 listopada 2014

Aktualizacja włosów - listopad. Dlaczego piszę dużo rzadziej niż kiedyś?


Tak jakoś wyszło, że ostatnią aktualizację włosów zamieściłam na blogu we wrześniu. Październik minął mi tak szybko, że nawet nie miałam kiedy pomyśleć o zdjęciach. Za to teraz się rehabilituję :) Oto stan moich loków z ubiegłej soboty (8.11.):




Tak było we wrześniu:




Porównując dwa zdjęcia zauważyłam, że teraz włosy wyglądają na nieco bardziej suche. Pewnie coś w tym jest - jesienna pogoda robi swoje, a brak czasu wcale nie sprzyja olejowaniu i "ambitniejszym" zabiegom. Na żywo jednak loki nie wyglądają tak źle, więc część winy zwalam na kiepskie oświetlenie i mało profesjonalny aparat ;)



Być może zauważyliście, że piszę rzadziej niż kiedyś. Taki stan rzeczy trwa już w sumie od przełomu maja i czerwca. Na początku tłumaczyłam się licencjatem i sesją, później wakacyjną pracą (która naprawdę bywała męcząca). Wszystko miało wrócić do normy wraz z początkiem roku akademickiego, no ale CÓŻ... Studia magisterskie okazały się mocno absorbujące. Codzienne zajęcia od rana do wieczora to naprawdę skuteczny pochłaniacz czasu i energii. Przez to wszystko, włosowe tematy jakoś przestały mnie tak bardzo fascynować... Oczywiście, w miarę możliwości dbam o włosy (choć w tej chwili raczej jak nie-włosomaniaczka) i czytam blogi, ale nie ma już tego wow. Może kiedyś wróci? Bardzo bym tego chciała :)

Jeśli chodzi o sam blog - bardzo cieszy mnie fakt, że nawet kiedy nie piszę, nie maleje drastycznie liczba odsłon. Ponad milion wejść ogółem i ponad tysiąc obserwatorów to dla mnie radość i duma :) I choć miałam nigdy się tu nie żalić, to muszę napisać, że trochę demotywujący jest fakt, że te liczby nie chciały się przełożyć na faktyczne korzyści dla mnie i dla Was. Trudno było mi także o pozyskiwanie nowych czytelników i angażowanie w życie bloga tych stałych (zawiodłam się choćby niewielkim zainteresowaniem serią "Jak pokochałam loki"). Czegoś tu brakowało. Długo próbowałam rozgryźć, o co chodzi, męczyło mnie to, ale niestety do niczego sensownego nie doszłam. Ankieta dla Was również nie wskazały mi faktycznego, namacalnego problemu. Może za bardzo skupiałam się na głównej tematyce bloga, nie dając się tak naprawdę poznać? Niestety, musiałam chwilowo odłożyć zarówno te rozważania, jak i samo blogowanie na bok. W tej chwili nie będę obiecywać, że to "chwilowy zastój", jeszcze moment i zacznę pisać regularnie. Nie wiem, czy tak będzie. Chciałabym :) Ten blog dużo mi dał, był wielką pomocą w reanimowaniu i zapuszczaniu włosów, pozwolił mi poznać wiele ciekawych osób i produktów. Naprawdę nie chcę, żeby to był koniec tej przygody, ale - czas pokaże.


Pozdrawiam


środa, 1 października 2014

Organiczne kosmetyki profesjonalne - czy to możliwe? Wizyta w New Styler


We wtorek 23.09. miałam przyjemność spotkać się z panią Patrycją z wrocławskiej hurtowni fryzjerskiej New Styler. Przedstawiono mi dwie, nowe w ofercie sklepu, linie produktów organicznych - O-WAY i Insight.




Kosmetyki profesjonalne O-WAY są oparte na składnikach aktywnych pochodzących z biodynamicznego gospodarstwa Ortofficinathe, znajdującego się na wzgórzach bolońskich. Uprawiane jest tam 12 roślin leczniczych, które warunkują działanie produktów odpowiednie dla poszczególnych typów włosów.

Według informacji prasowej, linia O-WAY jest wolna od SLS, parabenów, parafiny, silikonów, sztucznych barwników i alergenów. Mimo tych zapewnień, w składzie maski, którą będę testować, znajdują się Dimethicone i Amodimethicone, które wprawdzie mi nie przeszkadzają, no ale przecież miało ich nie być... :) Poza tym małym niedopatrzeniem, składy produktów faktycznie są w porządku.

Kosmetyki są zapakowane w szklane, ciemne butelki i słoiki farmaceutyczne oraz w aluminiowe tuby. Dzięki temu cenne składniki nie tracą na wartości, a po zużyciu produktów możemy ponownie wykorzystać opakowania.


Linia Insight jest nieco bardziej "ekonomiczną" wersją profesjonalnych, organicznych kosmetyków do włosów. Również jest oparta na naturalnych ekstraktach roślinnych i nie zawiera SLS, parabenów, silikonów, sztucznych barwników i alergenów (chociaż w sumie, dla każdego coś innego może okazać się alergenem ;)). Produkty pod tą marką znajdują się w buteleczkach z ciemnego plastiku.


Zarówno wśród kosmetyków O-WAY i Insight każdy znajdzie coś dla siebie - do wyboru jest mnóstwo "mniejszych" linii, przeznaczonych dla przeróżnych typów i problemów włosów i skóry głowy.

Oto produkty, które będę miała przyjemność testować:




  • Insight, Energizujący szampon do włosów (do codziennego stosowania)
  • Insight, Odżywka do zniszczonych włosów
  • Insight, "Olej nie olej" do stylizacji włosów
  • O-WAY, Spray z solą morską
  • O-WAY, Maska blask i jedwab do włosów suchych i porowatych
Moje pierwsze wrażenia są dobre, zobaczymy, jak będzie później :) Oczywiście, podzielę się z Wami opinią, jak już ją sobie wyrobię :)


Poza zapoznaniem się z ofertą organicznych nowości, miałam okazję zwiedzić resztę sklepu :)





Hurtownia New Styler oferuje kosmetyki marki G3, które również pozytywnie zaskakują składem :) Są bogate w ekstrakty roślinne. Myślę, że warto się z nimi bliżej zaznajomić :)





Szeroki wybór szczotek Tangle Teezer i suchych szamponów Batiste cieszy oko :)




Kto nie ma drewnianego grzebienia, powinien jak najszybciej to nadrobić :) W NS można kupić taki marki Sibel - jest nieco większy i zdecydowanie tańszy, niż ten z Body Shopu (kosztuje ok. 13 zł).

W hurtowni New Styler są dostępne również "tradycyjne" kosmetyki profesjonalne, takie jak L'Oreal czy Kerastase. W ofercie są również m.in. produkty Kallos i Sleek ;)

Więcej dowiecie się na stronie internetowej hurtowni.


Miałyście już styczność z kosmetykami O-WAY i Insight? Dla mnie są totalną nowością :)

Pozdrawiam


środa, 17 września 2014

O tym, jak w mojej pielęgnacji znalazło się miejsce dla silikonowego szamponu


Szampony z silikonami odradzałam Wam od początku. Sama przez długi czas omijałam je szerokim łukiem. Twierdziłam, że jedyne co potrafią to przyspieszanie przetłuszczania i inicjowanie łupieżu. Owszem, stosowane nieprawidłowo, właśnie tak zadziałają. Jak zatem włączyć je do świadomej pielęgnacji włosów? I czy w ogóle jest sens to robić?




W maju tego roku dostałam próbkę silikonowego szamponu i zamiast rzucić ją w kąt, postanowiłam, że ją zużyję. Swoje odczucia opisałam nawet w osobnym poście - Reakcja moich włosów na szampon z silikonami po dwóch latach od odstawienia. Zapowiedziałam tam, że planuję zakup produktu w tym stylu.

Jak napisałam, tak zrobiłam. Sprawiłam sobie szampon Timotei z "drogocennymi olejkami" i trzymam go u swojego chłopaka, bo właśnie tam jest mi najbardziej potrzebny. Kiepska woda, suche powietrze i częste noszenie rozpuszczonych włosów sprzyjają splątaniu i utracie nawilżenia. Silikonowy szampon umożliwia delikatne mycie (w sensie samej czynności mechanicznej, a nie oddziaływania składników na skalp!) i już na wczesnym etapie powleka włosy ochronną otoczką. Dzięki temu, rozczesywanie jest łatwiejsze, a blask i miękkość pozostają na odpowiednio wysokim poziomie. Oczywiście, niezbędne jest także użycie odżywki d/s od ucha w dół :)

Świadome stosowanie kosmetyku tego rodzaju polega przede wszystkim na umiarze (u mnie 1-2 razy w tygodniu) i dostatecznie częstym oczyszczaniu włosów i skalpu prostym, ziołowym szamponem.

Jeśli nie masz problemu z plątaniem się włosów i niesprzyjającymi ich pielęgnacji warunkami, silikonowy szampon nie jest koniecznym elementem Twojej pielęgnacji. Ale gdy potrzebujesz mocniejszego wsparcia - bez wahania zaopatrz się w produkt tego typu. Według mnie, to lepsza opcja, niż wyrywanie sobie mnóstwa włosów podczas bezskutecznych prób pozbycia się kołtunów :)


Cieszę się, że przezwyciężyłam swoje uprzedzenie do silikonowych szamponów. Przekonałam się, że tylko stosowane stale mogą wyrządzić szkodę mojej skórze głowy. A jak to jest u Was? Jaka jest rola drogeryjnych szamponów w pielęgnacji Waszych włosów?

Pozdrawiam


poniedziałek, 15 września 2014

Aktualizacja włosów - wrzesień


We wrześniu znowu długo zwlekałam z aktualizacją - raz nie było odpowiedniej pogody, kiedy indziej zapomniałam o aparacie... No ale, zgodnie z obietnicą, w końcu mogę Wam pokazać, jak aktualnie prezentują się moje włosy. Kilka dni temu podcinałam je metodą "na babuszkę". Takie są tego efekty (zdjęcie z dzisiejszego popołudnia):




Miesiąc temu (11 sierpnia) było tak:




Bliskie spotkanie z nożyczkami chyba było potrzebne moim końcówkom, fryzura prezentuje się nieco lepiej :) Dlatego wszystkim polecam powakacyjne cięcie - nawet niewielkie może zdziałać cuda :)

Pozdrawiam


czwartek, 11 września 2014

Podcinanie włosów po lecie - metoda "na babuszkę"


Nieśmiałe początki jesieni to idealny moment na podcięcie zmaltretowanych latem końcówek włosów. Nawet te najlepiej chronione, najmniej wystawiane na słońce, niemoczone w słonej wodzie, potrzebują teraz odświeżenia. Jak wiecie, u fryzjerów nie bywam. Przerobiłam już różne metody samodzielnego skracania włosów (linki pod koniec posta), ale odkąd osiągnęłam odpowiednią długość, stawiam na tzw. metodę "na babuszkę". Kiedyś natrafiłam na jej opis w internecie, wypróbowałam i... bardzo się z tego cieszę :) Sposób jest szybki i niezawodny. Potrzeba tylko grzebienia i/lub szczotki (najlepiej TT), gumki i ostrych nożyczek fryzjerskich. Sam zabieg trwa dosłownie chwilę.




1. Mokre włosy dokładnie rozczesujemy, robimy przedziałek na środku (prowadzony przez całą głowę, od czoła aż do karku).

2. Włosy z obu stron przekładamy na przód i robimy z nich kucyka tuż pod brodą.

3. Jeszcze raz porządnie czeszemy włosy związane w kucyku. Można użyć oleju, aby kosmyki były bardziej zbite i dokładnie do siebie przylegały.

4. Obcinamy na prosto zaplanowaną długość końcówek ;)

5. Rozpuszczamy kucyk i cieszymy się odświeżoną fryzurą w kształcie delikatnego U :)


Ja zawsze łączę podcinanie z olejowaniem, aby od razu "nakarmić" nowe końcówki i zapobiec uszkodzeniom możliwym podczas zabiegu.

Dzisiaj, stosując powyższą metodę, pozbyłam się ok. 1,5 cm włosów. Zdjęcia efektów pokażę Wam w weekend, w ramach spóźnionej, wrześniowej aktualizacji. Pojawi się najpóźniej w poniedziałek, niezależnie od tego, jak bardzo niesprzyjająca robieniu zdjęć pogoda będzie za oknem.


Kto już podciął włosy po lecie? ;) Same pozbywacie się końcówek, czy oddajecie się w ręce fryzjerów?

Pozdrawiam



Linki do innych metod podcinania włosów:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...