poniedziałek, 26 stycznia 2015

Super zdrowe kakao na chłodne, zimowe wieczory


Zima trwa w najlepsze i na razie raczej nie zamierza odpuścić. Nie pozostaje nam nic innego, jak stawić jej czoła i w miarę możliwości umilać sobie długie, chłodne wieczory :) Nieocenionym sprzymierzeńcem w walce o dobry humor jest czekolada, zarówno w wersji do jedzenia, jak i do picia. Zamiast jednak sięgać po zwykłe, sklepowe słodycze, warto czasami zafundować sobie mega zdrową wersję kakaowego napoju, która oprócz dawki cukru i czekoladowego smaku, dostarczy nam składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dzisiaj podzielę się z Wami prostym przepisem na kakao w mojej ulubionej wersji :)


Składniki:




  • kubek mleka krowiego/napoju roślinnego (u mnie tym razem był napój ryżowo-migdałowy, moim zdaniem idealnie komponuje się z pozostałymi składnikami ;) ma lekko marcepanowy smak, znacznie lepszy, niż "czysty" napój migdałowy)
  • czubata łyżeczka sproszkowanego surowego kakao
  • 2 łyżeczki syropu malinowego z jak najprostszym składem (mój składa się jedynie z soku z malin i cukru)


Przygotowanie:

Ok. 3/4 kubka mleka/napoju wlej do garnka, zagotuj. W międzyczasie rozrób proszek kakaowy w pozostałej, zimnej 1/4. Do gotującego się mleka dolej rozrobione kakao, dobrze wymieszaj i zaczekaj chwilę, aż całość ponownie zabulgocze. Gotowy napój przelej do kubka. Odczekaj, aż nieco przestygnie i dodaj syrop malinowy.





Dlaczego warto?

O surowym kakao pisałam już przy okazji postu o czekoladzie Cocoa :) Surowe ziarno kakaowca jest bogatsze od prażonego głównie w potas i żelazo, zawiera również cenne antyoksydanty. Prawdziwy syrop malinowy jest moim zimowym niezbędnikiem. Jako że zawiera znaczne ilości witaminy C, wspomaga budowanie odporności i walkę z infekcjami. Poza tym, jest naprawdę pyszny i świetnie komponuje się z czekoladą :) Tak przygotowane, ciepłe kakao rozgrzeje Cię, poprawi humor i doda energii :)



Mam nadzieję, że lubicie (lub polubicie ;)) kakao w zdrowszej wersji :) Dajcie znać, jaki jest Wasz ulubiony sposób przygotowania tego pysznego napoju :)


Pozdrawiam


środa, 14 stycznia 2015

TAG 11 włosowych pytań


Dawno nie mialam okazji wziąć udziału w blogowych TAGach, więc z radością przyjęłam nominację od Deniq :) Poniżej możecie przeczytać moje odpowiedzi na 11 włosowych pytań :)


1. Gdybyś mogła wybrać, chciałabyś mieć proste czy kręcone włosy?

Ogólnie rzec biorąc, zaakceptowałam swój skręt, ale i tak najbardziej podobają mi się luźne fale ;)




2. Co jest twoją największą włosową zmorą? (czyt. co sprawia ci najwięcej kłopotów w pielęgnacji)

Sama nie wiem... Problemem na ten moment może być konieczność bardzo dokładnego zabezpieczania włosów przed wpływem zimowej aury. Przez większość czasu noszę warkocz (najprościej schować go pod czapką), przez co mój skręt staje się nieładny.


3. Lądujesz na bezludnej wyspie, ale masz możliwość zabrać ze sobą jeden kosmetyk do włosów, co by to było i dlaczego?

Ojeeej, tylko jeden? Chyba zdecydowałabym się na odżywkę, która nadaje się także do mycia włosów (chociaż na co dzień nie przepadam za tą metodą). Wyobrażam sobie, że na wyspie będzie gorąco, a dookoła będzie słony ocean, więc sam szampon mógłby przyczynić się do totalnej suszy na głowie. Zresztą, wydaje mi się, że na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi :D Potrzebowałabym minimum trzech rzeczy (szampon oczyszczający, odżywka myjąca i silikonowe serum).


4. Czy doradzasz ludziom z zewnątrz w pielęgnacji włosów?

Przyznam szczerze, że tego nie lubię. Zdarza się, że koleżanki proszą mnie o rady "na już", a przecież każde włosy są inne i potrzeba głębszej diagnozy, żeby móc się nimi dobrze zająć. Ja ekspertem niestety nie jestem :D Ale jeśli wiem, jak mogę pomóc, to oczywiście staram się doradzić :)


5. Jak to się stało, że zainteresowałaś się blogami włosomaniaczek?

Miałam problem z nadmiernym wypadaniem włosów. Najpierw szukałam informacji na ten temat, później zaczęłam się wkręcać i stwierdziłam, że czas zapanować nad moimi lokami ;)


6. Gdybyś mogła wybrać najbardziej szalony kolor na swojej głowie a potem wrócić do obecnego. Jaki kolor by to był?

To niezbyt szalone, ale w pierwszej kolejności zdecydowałabym się na... blond ;) Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym wyglądać w jasnych włosach, nigdy nie zdobyłam się na próbę i chyba nie zdobędę, bo zdaję sobie sprawę, że najbardziej pasują mi ciemne kolory.



7. Jaki olej uważasz za najlepszy dla swoich włosów?

Do tej pory najbardziej chwaliłam olej z kiełków pszenicy. Zauważyłam, że teraz - kiedy moje włosy są już w stosunkowo dobrym stanie, stały się mało wybredne i polubiły nawet kokos ;)


8. Namiętnie czytasz recenzje dziewczyn i kierujesz się tym w wyborze. Czy jednak lubisz przetestować coś tylko na sobie, niczym się nie sugerując?

Hmm, nie czytam namiętnie recenzji, to akurat moja najmniej ulubiona część blogów :D Zwykle testuję wszystko na sobie, przed zakupem sugerując się składem. Jedynie w przypadkach "wątpliwych" (ze względu na cenę, nietypowy składnik itp.) czytam najpierw opinie na Wizażu, czasami na blogach ;)


9. Czy nastąpił kryzys w pielęgnacji? Jeśli tak to kiedy i dlaczego?

Kryzys zapału nie nastąpił, ale w tej chwili moja pielęgnacja jest uboższa niż wcześniej, ze względu na ciągły deficyt czasu :(


10. Jaka znana osoba ma według Ciebie najpiękniejsze włosy?

Kocham włosy Ariany Grande i chciałabym wierzyć, że nie są doczepione xD




i na koniec pytanie, które choć nie związane z włosami/sierścią naszymi, tylko naszych pupili

11. Co myślisz o farbowaniu kotów/psów/szynszyli/królików na "odlotowe" kolory?

Myślę, że to chore i ciężko mi ogarnąć, że ktoś to w ogóle robi...



Widziałam, że TAG pojawił się już na wielu blogach, dlatego daruję sobie nominacje i wymyślanie kolejnych pytań ;) Źródłem wszystkich obrazków z posta jest tumblr.


Pozdrawiam


wtorek, 6 stycznia 2015

Jak zrobić grube fale na kręconych włosach? Moja sylwestrowa fryzura


Zawsze podobały mi się grube fale, ale myślałam, że stworzenie ich na włosach takich jak moje jest na tyle trudne, że nie warto nawet się starać. Długo odkładałam próbę - najpierw nie wierzyłam w jej powodzenie, później bałam się, ze zniszczę sobie włosy, ale w końcu pomyślałam - kiedy jak nie na sylwestra? ;) Kupiłam sobie wałki i postanowiłam zaryzykować. Najpierw myślałam, że pokażę Wam efekt tylko na Facebooku, ale fale na tyle mi się spodobały, że chyba zasłużyły na osobny post :) Nie planowałam go pisać, więc fryzura nie została wystarczająco obfotografowana. Mam w sumie tylko jedno zdjęcie, na którym dobrze ją widać - o takie:




Co było mi potrzebne?

  • 8 wałków - 6 o średnicy 5 cm i 2 po 4,5 cm (tak wyszło, teraz kupiłabym ich trochę więcej, żeby na spokojnie nawinąć wszystkie włosy)
  • wsuwki - minimum dwie na każdy wałek
  • szczotka Tangle Teezer, grzebień
  • suszarka do włosów
  • "olej nie olej" Insight, spray z solą morską O-WAY, lakier do włosów Isana super mocny





Co zrobiłam?

Najpierw umyłam włosy szamponem Barwa ze skrzypem polnym i nałożyłam na chwilę maskę BingoSpa z masłem shea i pięcioma algami. Krótko odsączałam włosy w bawełnianą bluzkę, nałożyłam trochę "oleju nie oleju" i dokładnie rozczesałam je TT. Zrobiłam grzebieniem przedziałek pośrodku.

Podzieliłam włosy na 8 partii - po 4 "wierzchnie" i 4 "spodnie". Wierzchnie pasma nawijałam na wałki do wewnątrz, a spodnie - do zewnątrz. Ważne, żeby włosy były podczas nawijania zupełnie mokre i bardzo dobrze, gładko rozczesane. Trzeba delikatnie je naciągać i zachować kąt ok. 90 stopni między pasmem a głową. Po zamontowaniu wszystkich wałków, spryskałam włosy sprayem z solą morską.

Zostawiłam włosy w spokoju na jakieś 6-7 godzin, po czym dosuszyłam je ciepłym strumieniem powietrza z suszarki. Zanim zaczęłam ściągać wałki, poczekałam, aż wszystko całkiem ostygło.

Po delikatnym usunięciu wałków, przeczesałam fale palcami i spryskałam je sporą ilością lakieru :) Były już gotowe ;)



Martwiłam się o trwałość fryzury, ale nie było najgorzej. Włosy nie zaczęły mi się kręcić "po swojemu", ani się nie napuszyły. Kilka pasm zwinęło się w grube rulony i to w zasadzie tyle ;) Jestem pewna, że jeszcze kiedyś zrobię sobie takie fale :)



Jako że dawno nie było żadnej włosowej aktualizacji, postanowiłam pokazać Wam jeszcze moją fryzurę z Wigilii - zdecydowanie bardziej obrazującą naturalny stan moich włosów i ich długość :)




Jak uczesałyście się na sylwestra i Wigilię? :) Próbowałyście kiedyś zrobić grube fale za pomocą wałków?

Pozdrawiam


czwartek, 4 grudnia 2014

Moja opinia o produktach O-WAY i Insight


Korzystając z wolnego czasu (który jakimś cudem zawsze się znajduje w okresie intensywnych zaliczeń na studiach :p), przychodzę do Was z mini-recenzjami produktów O-WAY i Insight. Filozofię marek opisywałam w poście Organiczne kosmetyki profesjonalne - czy to możliwe? Wizyta w New Styler. W skrócie - opisywane produkty bazują na naturalnych składnikach i nie zawierają tych powszechnie uważanych za "złe". Jak kosmetyki sprawdziły się u mnie? Różnie ;) Ale idźmy po kolei...




O-WAY, Spray z solą morską





Spray z solą morską to produkt, który chciałam wypróbować już od dawna, ale nie spieszyłam się z zakupem. Nie podobało mi się to, że w większości kosmetyków tego typu jest wysuszający alkohol denat., a i sama sól nie jest zbyt przyjaznym dla loków składnikiem. Produkt O-WAY również ma alkohol i ogólnie nie wydawał mi się najlepszy na jesień/zimę, ale znalazłam dla niego zastosowanie :) Świetnie się sprawdza jako lekki utrwalacz do niedbałych koczków i innych tego typu upięć. W teorii powinien tworzyć fale typu beach waves, ale na takich lokach jak moje efekt jest raczej odwrotny do zamierzonego. Skręt się osłabia i włosy trochę się puszą.


Szklana butelka jest bardzo ładna, ale niestety nieporęczna. Produkt ma przyjemny, cytrusowy zapach. Ogólnie, mogłabym się obyć bez tego sprayu, ale zużywanie go nie będzie dla mnie katorgą :) Na delikatnych falach powinien sprawdzić się lepiej.




Cena: 69 zł/240 ml
Do kupienia tutaj



O-WAY, Maska blask i jedwab do włosów suchych i porowatych




Maska zawiera biodynamiczny owies, owoce Cupuacu i orzechy brazylijskie. W składzie ma silikony - Dimethicone i Amodimethicone. Jak sama nazwa wskazuje, jest przeznaczona dla suchych włosów. Ale czy faktycznie poradziłaby sobie z takim problemem? Ciężko powiedzieć. Ma dość rzadką konsystencję i szybko "wsiąka" we włosy, przez co jest mało wydajna (przynajmniej dla mnie, bo lubię czuć, że mam coś na włosach, kiedy robię maskę :)). Pozostawiana na ok. 10 min pod folią i ręcznikiem, działała całkiem nieźle. Zmiękcza moje loki, dodaje im blasku, zapobiega puszeniu.

Dla niektórych forma tubki jest wygodna - ja jednak wolałabym słoiczek :) Zapach produktu ogólnie jest w porządku, choć ma nutkę... antybiotyku z dzieciństwa :p Polubiłam się z tą maską, ale nie mogę powiedzieć, żeby stała się moim ulubieńcem. Ma zdecydowanie zbyt płynną konsystencję.




Cena: 65 zł/150 ml, 99 zł/500 ml



Insight, Energizujący szampon do włosów (do codziennego stosowania)




Szampon do codziennego stosowania jest dość delikatny. Jak na produkt tego typu, całkiem nieźle się pieni. Dobrze myje, nie wpływa na tempo przetłuszczania się skóry głowy (ani go nie przyspiesza, ani nie spowalnia). Nie próbowałam zmywać nim oleju. Mam wrażenie, że lepiej się sprawdza w metodzie OMO - mój skalp polubił go bardziej, niż włosy na długości.

Opakowanie z pompką jest wygodne i higieniczne. Według mnie, szampon pachnie zielonym jabłuszkiem ;) Kosmetyk jest dobry, godny polecenia. Warto go wypróbować.




Cena: 36 zł/500 ml, 49 zł/1000 ml



Insight, Odżywka do zniszczonych włosów




Na tę odżywkę musiałam znaleźć sposób. W klasycznym myciu sprawdza się średnio, za to w OMO pokazuje, na co ją stać. Może pełnić funkcję odżywki myjącej. Moje włosy są po niej "ujarzmione" i ładnie się błyszczą, nie tracąc przy tym skrętu. Kosmetyk ma jednak wadę - podobnie jak maska, ma naprawdę rzadką konsystencję i szybko wnika we włosy, przez co szybko się kończy.

Buteleczkę z pompką zachwalałam już opisując szampon. Odżywka dość intensywnie pachnie, trudno mi określić dominującą nutę, ale lubię tę kompozycję :) Produkt ogólnie przypadł mi do gustu, a gdyby był trochę gęstszy, to mogłabym się w nim zakochać :)




Cena: 36 zł/500 ml, 49 zł/1000 ml



Insight, "Olej nie olej" do stylizacji włosów




Do tego produktu jakoś nie mogę się przekonać. W założeniu ma zachowywać zalety oleju przy lekkiej konsystencji i nie powodować odczucia tłustości na włosach. Nie służy jednak do pielęgnacji, a do stylizacji. Niestety, moje loki stają się po nim smutne i oklapnięte. Są wygładzone aż nadto, tracąc swój naturalny skręt. Alkohol denat. na drugim miejscu w składzie powoduje, że dość ostrożnie podchodzę do tego kosmetyku.

Buteleczka z klasycznym zamknięciem na "klik" ułatwia aplikację. Zapach? Jak dla mnie - gruszka z delikatną nutką cytrusów :) Ocena ogólna? Na tę chwilę, baaardzo średnia. Ale nie przekreślam tego produktu - być może potrzebuję więcej czasu, żeby go oswoić.




Cena: 49 zł/250 ml
Do kupienia: tutaj




Czy któraś z Was miała okazję używać kosmetyków O-WAY lub Insight? Jakie jest Wasze zdanie o organicznych kosmetykach profesjonalnych?

Jak radzicie sobie z jesienno-zimową aurą? Ja już mam jej dość i marzę o wiośnie :D


Pozdrawiam



wtorek, 11 listopada 2014

Aktualizacja włosów - listopad. Dlaczego piszę dużo rzadziej niż kiedyś?


Tak jakoś wyszło, że ostatnią aktualizację włosów zamieściłam na blogu we wrześniu. Październik minął mi tak szybko, że nawet nie miałam kiedy pomyśleć o zdjęciach. Za to teraz się rehabilituję :) Oto stan moich loków z ubiegłej soboty (8.11.):




Tak było we wrześniu:




Porównując dwa zdjęcia zauważyłam, że teraz włosy wyglądają na nieco bardziej suche. Pewnie coś w tym jest - jesienna pogoda robi swoje, a brak czasu wcale nie sprzyja olejowaniu i "ambitniejszym" zabiegom. Na żywo jednak loki nie wyglądają tak źle, więc część winy zwalam na kiepskie oświetlenie i mało profesjonalny aparat ;)



Być może zauważyliście, że piszę rzadziej niż kiedyś. Taki stan rzeczy trwa już w sumie od przełomu maja i czerwca. Na początku tłumaczyłam się licencjatem i sesją, później wakacyjną pracą (która naprawdę bywała męcząca). Wszystko miało wrócić do normy wraz z początkiem roku akademickiego, no ale CÓŻ... Studia magisterskie okazały się mocno absorbujące. Codzienne zajęcia od rana do wieczora to naprawdę skuteczny pochłaniacz czasu i energii. Przez to wszystko, włosowe tematy jakoś przestały mnie tak bardzo fascynować... Oczywiście, w miarę możliwości dbam o włosy (choć w tej chwili raczej jak nie-włosomaniaczka) i czytam blogi, ale nie ma już tego wow. Może kiedyś wróci? Bardzo bym tego chciała :)

Jeśli chodzi o sam blog - bardzo cieszy mnie fakt, że nawet kiedy nie piszę, nie maleje drastycznie liczba odsłon. Ponad milion wejść ogółem i ponad tysiąc obserwatorów to dla mnie radość i duma :) I choć miałam nigdy się tu nie żalić, to muszę napisać, że trochę demotywujący jest fakt, że te liczby nie chciały się przełożyć na faktyczne korzyści dla mnie i dla Was. Trudno było mi także o pozyskiwanie nowych czytelników i angażowanie w życie bloga tych stałych (zawiodłam się choćby niewielkim zainteresowaniem serią "Jak pokochałam loki"). Czegoś tu brakowało. Długo próbowałam rozgryźć, o co chodzi, męczyło mnie to, ale niestety do niczego sensownego nie doszłam. Ankieta dla Was również nie wskazały mi faktycznego, namacalnego problemu. Może za bardzo skupiałam się na głównej tematyce bloga, nie dając się tak naprawdę poznać? Niestety, musiałam chwilowo odłożyć zarówno te rozważania, jak i samo blogowanie na bok. W tej chwili nie będę obiecywać, że to "chwilowy zastój", jeszcze moment i zacznę pisać regularnie. Nie wiem, czy tak będzie. Chciałabym :) Ten blog dużo mi dał, był wielką pomocą w reanimowaniu i zapuszczaniu włosów, pozwolił mi poznać wiele ciekawych osób i produktów. Naprawdę nie chcę, żeby to był koniec tej przygody, ale - czas pokaże.


Pozdrawiam


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...