środa, 19 czerwca 2013

Garść motywacyjnych zdjęć - piękne, zadbane, długie włosy


Ostatnio coraz częściej myślę o długości swoich włosów. Kiedyś skupiałam się głównie na ich kondycji, a zapuszczanie było na dalszym planie. Po kwietniowym felernym cięciu zapragnęłam mieć włosy zarówno zdrowe i zadbane, jak i długie - sięgające co najmniej za łopatki. O swoich planach przyspieszenia porostu napiszę osobny post, a dzisiaj przygotowałam dla Was (i dla siebie w sumie też ;)) trochę motywacyjnych zdjęć z internetu. Pochodzą głównie z Pinterest, dokładnych źródeł niestety już nie znajdę, bo obrazki zapisywałam na przestrzeni czasu, w specjalnym włosowym folderze :D Mam nadzieję, że Wam się spodobają - według mnie są cudowne. Mimo że większość przedstawionych na nich włosów nie jest ani trochę podobna do moich, to i tak czuję się zmotywowana do zapuszczania i pielęgnacji :)


1

2

3

4

5

6

7

8

9

10


Które zdjęcie spodobało Wam się najbardziej? Zapuszczacie włosy, czy macie inne, ważniejsze dla Was włosowe cele?

Pozdrawiam


poniedziałek, 17 czerwca 2013

Dzisiejsze włosy, czyli boje z dyfuzorem...


Z dyfuzorem jakoś mi tak... nie po drodze. Odkąd kupiłam nową suszarkę, użyłam go może ze dwa razy i zawsze byłam niezadowolona. Dzisiaj jednak efekt zaskoczył mnie na tyle, że postanowiłam Wam go pokazać :) Zacznijmy może od zdjęć:

więcej światła = jaśniejsze włosy

mniej światła = ciemniejsze włosy :)

i z tyłu, jeszcze lekko wilgotne

Co zrobiłam?
  • Umyłam włosy Barwą brzozową.
  • Na 40 min nałożyłam maskę pod folię i ręcznik (Kallos Latte + Ruska Bania z żytnim chlebem i kefirem + 5 kropel elastyny + 4 krople mleczka pszczelego + 3 krople pantenolu + 2 krople oleju Meadowfoam), spłukałam chłodną wodą.
  • Włosy rozczesałam drewnianym grzebieniem, zabezpieczyłam końcówki serum A+E Biovax.
  • Odczekałam, aż wyschną naturalnie w ok. 70%.
  • Spryskałam je odżywką w sprayu Marion.
  • Złapałam za suszarkę i suszyłam z użyciem dyfuzora chłodnym powietrzem, na najmniejszej prędkości, z jonizacją.
Jestem zadowolona z efektu - włosy ładnie się kręcą, nie są napuszone, są uniesione u nasady. Podoba mi się uzyskany skręt, jest dokładnie taki, jak lubię, czyli ani zbyt drobny, ani za luźny i, co ważne, zaczyna się bliżej głowy :) 

Zdjęcia niestety nie oddają w pełni efektu, były robione na szybko. Wiem jednak, że będę się starała zaprzyjaźnić z dyfuzorem, to nie koniec naszych wspólnych przygód :D

Pozdrawiam


niedziela, 16 czerwca 2013

BingoSpa, Serum kolagenowe - uda, pośladki, brzuch

Serum, o którym dzisiaj przeczytacie, dostałam od BingoSpa w ramach trwającego właśnie kwartału współpracy. Jako że mój blog jest poświęcony raczej tematyce włosowej i w takiej właśnie czuję się najlepiej, produkt ten oddałam przyjaciółce, która zgodziła się napisać jego recenzję. Po raz kolejny niestety zawiodłam się listą produktów do testowania od BingoSpa, myślałam, że może choć raz pojawią się maski od włosów ;) Niestety. Więcej razy nie zamierzam próbować, bo nie chcę pisać tutaj o produktach, które niezbyt mnie interesują... No, ale nieważne, nie o tym miało być ;) Zapraszam Was na recenzję gościnną Gośki :)




Opis producenta:
Serum kolagenowe BingoSpa zawierające wysokowartościowe, naturalne składniki aktywne skutecznie zmniejszające objawy cellulitu na brzuchu, udach i pośladkach.
Kolagen - regeneruje i przywraca sprężystość wnikając w najgłębsze warstwy skóry, wygładza skórę i poprawia jej pigmentację,
Masło Shea zawiera naturalne tokoferole i kwasy tłuszczowe: palmitynowy, stearynowy, oleinowy, linolowy  oraz naturalne filtry UV o działaniu zmiękczającym, wygładzającym skórę. Dzięki właściwościom odbudowy i regeneracji komórek lipidowych masło Shea poprawia jej jędrność i elastyczność, chroni przed szkodliwym wpływem środowiska oraz neutralizuje wolne rodniki, opóźniając starzenie się skóry
L-karnityna – wzmacnia spalanie tłuszczów i zapobiega ich odkładaniu się. Przyspiesza regenerację skóry.
Zielona herbata - pobudza mikrocyrkulację krwi i limfy, ułatwia eliminację toksyn.
Wchłonięte składniki kolagenowego serum BingoSpa zmniejszają objawy cellulitu, poprawiają kondycję i koloryt skóry, odżywiają, nawilżają i wygładza skórę.

Skład:

kliknij, aby powiększyć

Konsystencja, zapach, opakowanie:
Serum jest koloru białego, ma średnio gęstą, przyjemną konsystencję. Za każdym razem, kiedy go używam, wydaje mi się, że tak samo "chłodzi" skórę. Niewątpliwie jego największą zaletą jest zapach - pachnie tak pięknie, że koleżanki na siłowni, po tym, jak go użyłam, zachwycone wdychały powietrze ;) Jest on jednak dość intensywny, więc na pewno nie dla osób, które mają z takim natężeniem problem. Pachnie przepiękną, wyczuwalną nutą zielonej herbaty i brzoskwini, w idealny dla mnie sposób. Kolejną cechą, która mnie urzekła, jest też opakowanie - poręczne, z pompką, przede wszystkim bardzo estetyczne połączenie przeźroczystości i elementów srebra. Nie "brudzi" rąk przy korzystaniu z niego. 



Cena, dostępność:
Wg strony producenta cena katalogowa to 24 zł, a ta na stronie - 16zł. Jeśli chodzi o dostępność, to nie spotkałam się z tym serum nigdzie poza internetem.

Moje odczucia:
PLUSY:
+ ZAPACH! <3
+ moim zdaniem wyczuwalnie wygładza skórę i powoduje, że jest bardziej jędrna. 
+ delikatnie chłodzi, idealny na lato
+ od razu wyczuwalne nawilżenie skóry
+ opakowanie cudne

MINUSY:
- nie zauważyłam ubytku cellulitu :(
- koloryt skóry bez zmian, ale w sumie nie oczekiwałam cudów ;)
- nie zauważyłam dużej poprawy stanu skóry, ale możliwe, że zależy to od długości stosowania.

Podsumowanie:
Moim zdaniem, to bardzo fajne serum. Idealne na miesiące wiosenno-letnie, kiedy taki piękny zapach oraz konsystencja sprawiają, że człowiek od razu lepiej się czuje. Dobry do codziennego nawilżania skóry, poprawy jędrności. Nie oczekujmy po nim jednak cudów :) Ja zapewne do niego wrócę, bo ten zapach mnie totalnie urzekł :)


Spotkałyście się z tym serum?

Pozdrawiam


piątek, 14 czerwca 2013

Kurczak w miodzie i curry - mój ulubiony


Ostatnio robiłam swojego ukochanego kurczaka w miodzie i curry i stwierdziłam, że muszę Wam o nim opowiedzieć na blogu :) Przygotowując go, nie kieruję się żadnym konkretnym przepisem, a efekt jest raczej dziełem przypadku. Wolę kulinarne improwizacje, niż ścisłe podążanie za wytycznymi (no chyba, że piekę ciasto, ale to inna kwestia ;p). Dlatego też chciałabym, żeby dzisiejszy post Was zainspirował, rozbudził wyobraźnię i narobił Wam ochoty na pysznego, oryginalnego kurczaka, przygotowanego tak, jak lubicie :)


zdjęcie zrobione podczas smażenia


Składniki (u mnie wystarczyło na 3 osoby):
  • podwójna pierś z kurczaka
  • olej rzepakowy
  • ok. 3 łyżki miodu
  • curry (ok. 2 łyżki)
  • papryka ostra (ok. 1 niepełnej łyżki)
  • sól

Przygotowanie:
  • Umyj filety z kurczaka, usuń wszelkie niepotrzebne elementy, pokrój w kostkę.
  • Umieść mięso w misce i zalej je olejem tak, aby po wymieszaniu całość miała z nim kontakt.
  • Dodaj szczyptę soli, curry i paprykę (ja robię to na oko, w składnikach wpisałam po ile to mniej więcej wychodzi), wymieszaj dokładnie ręką.
  • Dodaj miód, ponownie wymieszaj.
  • Odstaw do lodówki na co najmniej pół godziny - mięso musi się zamarynować.
  • Rozgrzej patelnię, nie używaj tłuszczu.
  • Całość (mięso+marynata) wyłóż na patelnię - olej użyty wcześniej zapobiegnie przypaleniu i przywarciu, poza tym obecność marynaty sprawi, że mięso będzie miękkie i bardziej delikatne.
  • Smaż ok. 10 minut.
  • Gotowe! :)

Z czym podawać?
Do tak przygotowanego kurczaka pasuje zarówno ryż, jak i ziemniaki. Surówka, która według mnie najlepiej się komponuje z tym daniem, jest bardzo prosta - wystarczy wymieszać mix sałat z kukurydzą, pomidorem, papryką i kapką oleju, przyprawić suszonymi ziołami, ewentualnie solą i pieprzem. 


Jakie są Wasze ulubione sposoby na kurczaka? :)

Pozdrawiam


czwartek, 13 czerwca 2013

Spóźniony prezent na dzień dziecka - nowości z ZSK


Wczoraj przyszła do mnie paczka z zamówieniem z ZSK, które z okazji dnia dziecka zafundowała mi mama :D Cieszę się, że nie patrzy już krzywo na moją włosomanię. Na początku bywało ciężko, ale od dawna mam już spokój i nie słyszę, że wylecą mi wszystkie włosy ;) Czasami nawet pogadamy o pielęgnacji, albo testujemy te same produkty. 

Wracając jednak do tematu - chciałam sobie sprawić olej z nasion malin, który ma doskonałe właściwości chroniące przed promieniowaniem UV. Niestety, zamówienie jednego produktu na ZSK zupełnie się nie opłaca, biorąc pod uwagę koszt przesyłki. Tak więc wybrałam sobie jeszcze kilka rzeczy...




Górny rząd:

Organiczny macerat z zielonej herbaty - ekstrakt z liści zielonej herbaty macerowany w zimnotłoczonym oleju słonecznikowym. Bogaty w kofeinę (teinę) i polifenole, poprawia mikrokrążenie, działa nawilżająco, przeciwzapalnie, wzmacnia naczynia krwionośne. Zamierzam stosować go na skalp - powinien przyspieszyć porost włosów, na czym ostatnio bardzo mi zależy.

Hydrolizat keratyny - musiałam kupić nowe opakowanie, bo zawartość poprzedniego mi się popsuła :( A moje włosy raczej lubią keratynę, więc decyzja nie była trudna.

Mleczko pszczele w glicerynie - naczytałam się o nim dużo dobrego :) Ponoć świetnie nawilża. Zobaczymy, jak sobie poradzi w masce do włosów.

Elastyna - podejrzewam, że moje włosy ją polubią. Z maski BingoSpa z elastyną były bardzo zadowolone.


Dolny rząd:

Naturalny olej z linianki siewnej - spodobał mi się jego skład. Zawiera bardzo mało kwasów tłuszczowych nasyconych, za to sporo jedno- i wielonienasyconych, czyli takich, jakie moje włosy lubią najbardziej :)

Organiczny olej arganowy - tak, tak, uległam i ja. Po pierwszym olejowaniu jestem zadowolona. Niestety, zapach jest jego duuużą wadą, straszliwie mnie męczy.

Organiczny olej makadamia - również urzekł mnie jego skład i to, że jeden z kwasów tłuszczowych w nim zawartych wykazuje działanie ochronne podobne do ludzkiego sebum. Olej ten jest polecany dla łamliwych, kruchych włosów. Moje wprawdzie takie nie są, ale wolę temu zapobiegać, jeśli chcę je zapuścić.

Naturalny olej z nasion malin - główny bohater zamówienia :D Zamierzam chronić nim włosy w sytuacjach typu opalanie, plaża, ogródek, dużo słońca... Wtedy, kiedy będę naprawdę mocno wystawiona na słońce. 


Specjalnie decydowałam się na jak najmniejsze pojemności, żeby przekonać się, co warto kupować w większej wersji :) Do koszyka dorzuciłam też kilka akcesoriów - butelki z atomizerem, plastikowe pipetki, łyżeczki miarowe.


Znacie te półprodukty i oleje? Jak się u Was sprawdzały?

Pozdrawiam


środa, 12 czerwca 2013

Jak olejować włosy na noc, żeby móc się wyspać?


Olejowanie włosów na noc może się wydawać nieco bardziej problematyczne, niż zabieg przeprowadzany w dzień. Zniechęca wizja brudnej pościeli, nieprzyjemnego, intensywnego zapachu, swędzenia głowy, czy maksymalnego porannego przetłuszczenia, opornego na szampon. Dzisiaj pokażę Wam, jak sobie z tym radzę. Wpis jest oparty na moich obserwacjach, doświadczeniach i subiektywnych odczuciach :)


Jaki olej wybrać?
Nie będę tutaj pisać o wyborze najlepszego oleju dla Waszych włosów. Zakładam, że macie już kilka takich w swojej kolekcji. Jeśli nie, polecam te posty: 1 2
Spośród dostępnych olejów trzeba wybrać najbardziej odpowiedni do stosowania na noc. Według mnie powinien on:
  • być w 100% naturalny, bez dodatku zapachów, barwników itd.
  • mieć neutralny, niezbyt wyczuwalny zapach, który nie drażni Was i otoczenia
  • być przez Was wcześniej sprawdzony - upewnijcie się, że Wasza skóra po nim nie swędzi i nie pojawia się reakcja alergiczna

Jak zaaplikować olej?
Ja robię tak:
  • rozczesuję włosy na sucho drewnianym grzebieniem
  • rozprowadzam olej na długości (pilnuję, żeby była to możliwie niewielka ilość, która pokryje całe włosy)
  • przeczesuję włosy TT, żeby olej wszędzie dotarł
  • związuję włosy w warkocz

Jak uchronić pościel przed zabrudzeniem?
Jeśli nie przesadzimy z ilością oleju i zwiążemy włosy, nie powinno być problemu z brudną pościelą. Ja jednam mimo wszystko zabezpieczam poduszkę bawełnianą koszulką. To dużo lepsza opcja, niż ręcznik.

Co ze skórą głowy?
To zależy od Was i Waszej tolerancji na oleje. Ostatnio nakładam olej łopianowy Green Pharmacy na skalp rano, po wstaniu z łóżka i zmywam go razem z tym "nocnym", po śniadaniu :)

Jak skutecznie i szybko zmyć olej?
Olej nałożony w rozsądnej ilości nie powinien sprawiać problemu ze zmyciem. Mi wystarcza dwukrotne, dokładne mycie głowy delikatnym szamponem. Zwracam uwagę na to, żeby wymasować cały skalp i porządnie spłukać pianę.


Taki zabieg wykonuję raz w tygodniu. Jeśli nie mogę sobie pozwolić na nocne olejowanie, nakładam olej na ok. 2 godziny i wybieram go według mniej restrykcyjnych zasad :)

Wolicie olejować włosy na noc, czy na jakiś czas w dzień? Kierujecie się jakimiś specjalnymi zasadami przy wyborze oleju?

Pozdrawiam


wtorek, 11 czerwca 2013

Dlaczego nie czeszemy loków na sucho? Zdjęcia dla osób o mocnych nerwach.


Dzisiaj pokażę Wam, na przykładzie swoich dość drastycznych zdjęć (nie wierzę, że je publikuję), dlaczego lepiej nie czesać kręconych włosów na sucho... Dlaczego w ogóle o tym piszę? Żeby pokazać, jaka jest różnica i czemu warto sięgać po grzebień zaraz po myciu ;) Co jakiś czas widuję wątki na wizażu, pytania w komentarzach od falowano- czy kręconowłosych narzekających na puch. Z rozmowy zwykle wynika, że czeszą się na sucho - zmiana tego przyzwyczajenia zazwyczaj powoduje wyraźną poprawę. Nieraz wśród osób mijanych na ulicy mignie mi dziewczyna, która mogłaby mieć piękne loki, gdyby tylko... ich nie rozczesała! 

Nie przedłużając - moje włosy rozczesane na sucho TT:




I rozczesane na mokro, po udanej stylizacji (jeszcze sprzed cięcia):

zdjęcie z 2 marca 2013

Teraz już mi takie nie wychodzą :( Myślę, że są jeszcze za krótkie, a i pogoda nie bardzo sprzyjała eksperymentom. Poza tym, nie mogę się przekonać do siebie w tak mocno kręconych włosach... Zwyczajnie lepiej się czuję w luźniejszym skręcie, czemu poświęciłam kiedyś osobny wpis. Ciągle szukam kompromisu, idealnej metody dla siebie.

Zostawmy jednak kwestie estetyczne :) Mówi się, że kręcone włosy, z racji swojej struktury, są bardziej podatne na zniszczenia przy czesaniu na sucho. Aby ich nie uszkodzić, powinno się je rozczesywać na mokro, pokryte odżywką d/s lub b/s, która miała chwilę, żeby zadziałać. Więcej na ten temat znajdziecie w poście na wizażu - tu.


Jak i czym czeszecie swoje włosy? :)

Pozdrawiam



P.S. Mam już wakacje! Przynajmniej do wyników dzisiejszego egzaminu, trzymajcie kciuki za to, żebym zdała :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...